120-osobowe piekło Dantego artykuł

Informacje o tekście źródłowym

120-osobowe piekło Dantego

Przy obsłudze Nocy listopadowej pracuje sześciu montażystów, trzech rekwizytorów, dwóch tapicerów scenicznych, co najmniej pięciu garderobianych, oprócz tego dwóch charakteryzatorów, siedmiu oświetleniowców, trzech operatorów urządzeń scenicznych, trzech mechaników, trzech elektroakustyków, w tym dwie osoby obsługi kabiny. Stawianie dekoracji od zera wymaga za każdym razem przynajmniej sześciu godzin pracy. Jeśli spektakl grany jest dzień po dniu, trzeba tylko przebudować dekoracje z ostatniego aktu na pierwszy, sprawdzić ustawienie świateł i efekty sceniczne. „Liczba wykonawców w tym przedstawieniu jest zawrotna jak na teatr dramatyczny, uszyliśmy ponad 120 kostiumów — mówi Skotnicki — Podczas prób generalnych to, co działo się za kulisami, przypominało piekło Dantego, ale aktorzy są ludźmi myślącymi. Pamiętają gdzie mają stać. Zresztą czuwają nad nimi służby techniczne. Pilnują, by wózek nie najechał na aktora, który zapomniał zejść z jego trasy”.

W rękach komputera
Elektroniczny zegar na konsolecie inspicjenta wskazuje 18.57, słychać dzwonek wzywający publiczność na salę. Na inspicjenckim monitorze widać jeszcze pustą scenę. Za kulisami zbierają się aktorzy we własnych kurtkach narzuconych na kostium. Anna Chodakowska (Nike Napoleonidów) poprawia zapięcie przy sandale, Teresa Budzisz-Krzyżanowska (Pallas Atena) kopie „na szczęście” Artura Żmijewskiego, który tego wieczoru po raz pierwszy zagra Piotra Wysockiego. Jacek Poniedziałek w kostiumie satyra rozgrzewa się, stając na rękach. Ostatnich uwag udziela Jerzy Grzegorzewski. 19.05 — gasną światła na widowni, ciemność zapada za kulisami, świeci tylko napis „cisza”, co pewien czas migają tabliczki „uwaga zapadnie w ruchu”. Inspicjent Krzysztof Kuszczyk wysyła na scenę kolejnych aktorów. Wie, co się dzieje na scenie nawet wtedy, gdy zasłania ją wielka dekoracja — ściana pałacu w Belwederze. Widzi ją na monitorze. Naciskając kolorowe guziki, daje znak operatorom komputera, w którym zaprogramowano wszystkie ruchy wózków, zapadni i sztankietów opuszczających dekoracje. Komputer steruje też światłem i efektami dźwiękowymi. „Gdyby komputer się zawiesił, musielibyśmy przerwać przedstawienie. Nic by nie działało. Tak się zdarzyło, na szczęście podczas próby — mówi Kuszczyk. Leży przed nim egzemplarz sztuki z dokładnym opisem, który aktor, kiedy wchodzi i jaki efekt techniczny przewidziany jest w danym momencie — Bez tego egzemplarza nie dałbym rady” — mówi inspicjent. „Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby pan Kuszczyk zachorował — dopowiada jeden z aktorów — Bez jego pozornie magicznych znaków pogubilibyśmy się”.