Przedsionek piekła artykuł

Informacje o tekście źródłowym

  • autor
  • miejsce publikacji
  • „Kobieta i Życie” nr 17
  • data publikacji
  • 1994/04/23

Przedsionek piekła

Pełna samoobsługa. Jerzy Grzegorzewski jest autorem, reżyserem i scenografem. Nie musi się więc martwić, że ten drugi i trzeci pierwszego nie zrozumie. Jedność w trójcy daje jego przedstawieniu zdecydowany charakter. Nikt nie fałszuje jego osobowości. Sam eksponuje to co chce. Właśnie obdarował publiczność warszawskiego Teatru Studio nową premierą. Pokazał dwie z Czterech komedii równoległych — taki jest tytuł całości. (Drugą połowę zapowiada na czerwiec.) Są to bardzo osobiste impresje na temat znanych utworów, projekcja wrażeń, jakie wywołuje w twórcy ich lektura. W Sonacie epileptycznej zderzył swoje widzenie Sonaty widm Strindberga oraz Idioty Dostojewskiego. Słów ocalił niewiele. Jest to przede wszystkim wizja plastyczno-poetycka, w aurze komediowości z najwyższych pięter. Scenariusz, który nazwał przewodnikiem, zawiera się w kilku zdaniach: Salon. Już nie Czyściec, lecz raczej przedsionek Piekła. Rozstawia się tu śmiertelny parawan i śni się sny pełne grozy i ohydy…

W dziwnym muzycznym salonie (ulubiony motyw spreparowanego fortepianu w scenografii, uroda instrumentów smyczkowych) duchy o wyrazistym rysunku cielesnym, niesamowite, wysublimowane w ruchu i geście, obnoszą swoje indywidualizmy, lęki, obsesje; każdy zapatrzony w siebie, w kłębowisko własnych myśli, nie rozumiany przez innych, wyobcowany. Szczęśliwie wraca w tym przedstawieniu (po długiej przerwie spowodowanej wypadkiem samochodowym) Teresa Budzisz-Krzyżanowska. Obsada jest liczna, gra znakomita.

W drugiej komedii równoległej Jagogogo kocha Desdemonę Szekspirowski Otello został powiązany ze Śmiercią w Wenecji Tomasza Manna. Niezwykłe gondole przypominają drapieżne potwory, a cicha z pozoru przystań nie jest oazą spokoju. Sprawy trójkąta: Desdemona, Otello i Jago rozgrywają z cudowną ironią Anna Chodakowska, Bożydar Murgan, Edward Żentara. Mannowskiego Tadzia, szukającego śladów przeszłości, kreuje z pantomimiczno-taneczną ekspresją Stanisław Szymański, ze swoim psem Neronem u boku. Grzegorzewski wie kogo obsadzić w swoim teatrze, w którym zwycięża jego wyobraźnia plastyczno-poetycka. Może powiedzieć za Orfeuszem: „Ileż z tych miejsc gościłem w sobie…”