Czekając na arcydzieło artykuł

Informacje o tekście źródłowym

Czekając na arcydzieło

Jutro w Teatrze Narodowym długo oczekiwana premiera Wesela Stanisława Wyspiańskiego w inscenizacji Jerzego Grzegorzewskiego. „To moje trzecie Wesele — mówi reżyser — Dwa poprzednie uznano za przedstawienia smutne i nihilistyczne, wręcz tragiczne. Tym razem robię spektakl bardzo pogodny” — deklaruje.

„To Wesele wyrasta z doświadczeń zespołu Teatru Narodowego i mojej z nim pracy — mówi dyrektor Grzegorzewski, nazywający swą scenę Domem Wyspiańskiego — To nowe doświadczenie, w nowym czasie i sytuacji.”

Rolę Rachel reżyser powierzył Dorocie Segdzie. „Ta propozycja była dla mnie nieoczekiwana, ale przyjęłam ją z ogromną radością, bo uwielbiam Wyspiańskiego. Może dlatego, że jestem z Krakowa, a Kraków jest przesiąknięty Wyspiańskim” — twierdzi aktorka.

„Moja Panna Młoda będzie bardzo witalna i będzie bardzo kochała” — zapewnia odtwórczyni tej roli Ewa Konstancja Bułhak.

Sposób na Wesele
Od prapremiery Wesela minie w tym roku 99 lat. Dramat inspiruje największych reżyserów. Jest sprawdzianem możliwości każdej sceny. Mówi się, że jeśli teatr jest w stanie obsadzić i zagrać tę sztukę — stanowi to znak jakości jego zespołu.

Utwór Wyspiańskiego towarzyszył wszystkim niemal ważnym momentom w najnowszej historii naszego kraju. Pierwsza powojenna premiera dana w Lublinie przez Teatr Wojska Polskiego 29 XI 1944 roku w reżyserii Jacka Woszczerowicza jest dziś uznawana za początek teatru powojennej Polski.

Sposobów na Wesele było bez liku. Jednym z bardziej ekstrawaganckich była próba potraktowania dzieła Wyspiańskiego jako… libretta opery. Muzyką przyozdobił je mierny kompozytor amator, Karol Rostworowski. Opera Wesele, wystawiona w sierpniu 1916 roku w warszawskim Teatrze Polskim, padła po 6 wystawieniach. Recenzenci suchej nitki nie zostawili na muzyce, niezwykle wysoko zaś oceniono reżyserię Aleksandra Zelwerowicza.

Niemal 70 lat po usiłowaniu „umuzykalnienia” sztuki próbę odcięcia się od tej warstwy podjął w Polskim Kazimierz Dejmek. Powstałe w 1984 roku Wesele bez muzyki stało się dziełem bez ducha. Do porażki przyczyniła się też zawarta w nim sarkastyczna analiza społeczeństwa niezdolnego do racjonalnego myślenia, zapominającego o rzeczywistości. Od stanu wojennego minęły wówczas zaledwie trzy lata — teza Dejmka uznawana była za obraźliwą prowokację.

Zaskoczył Adam Hanuszkiewicz słynną inscenizacją w warszawskim Teatrze Powszechnym w 1962 roku. Reżyser oraz autor scenografii, Adam Kilian, odczytali sztukę jako szopkę z kręcącymi się na obrotowej scenie postaciami.

Z arcydramatem Wyspiańskiego trzykrotnie mierzył się Andrzej Wajda. W 1963 roku na scenie Starego Teatru w Krakowie pokazał spektakl niemal klasyczny — mówiono o nim wówczas „muzealny”. Filmowa wersja z 1972 roku wciąż pozostaje arcydziełem i nie wymaga komentarza. Trzecia próba zmierzenia się Wajdy z dramatem Wyspiańskiego, znów w Starym Teatrze, to rok 1991. Powstało wtedy przedstawienie pesymistyczne, mówiące o załamaniu się mitu narodowej solidarności.

Bywały również pijane Wesela. Najważniejsza była inscenizacja Lidii Zamkow z 1969 roku w krakowskim Teatrze im. Słowackiego. Pomysł na pijane Wesele miał również — i to dwukrotnie (1986, 1990) — Adam Hanuszkiewicz. Jednak ta ostatnia realizacja w warszawskim Teatrze Nowym żadną miarą nie może konkurować z jego „Weselem na obrotówce” z 1962 roku.

Jedna z inscenizacji dramatu Wyspiańskiego stała się także dowodem niemożności wskrzeszenia dawnego teatru. W 1973 roku na scenie Teatru im. Słowackiego przedstawiono niemal dokładną replikę prapremierowej inscenizacji z 1901 roku w reżyserii Piotra Paradowskiego. Przygotowano ją niezwykle starannie. Dwaj znakomici historycy teatru — Jerzy Got i Zbigniew Raszewski — odtworzyli tekst, muzykę, w dużej części sceniczne sytuacje… i okazało się, że jest to spektakl martwy, skorupa dzieła, z którego uleciało życie.

Wesele mroczne
W dziejach inscenizacji Wesela szczególną pozycję zajmuje spektakl Jerzego Grzegorzewskiego z 1977 roku wystawiony w krakowskim Starym Teatrze.

Widzowie tamtego przedstawienia pamiętają, że scena tonęła w mroku. Nie było tradycyjnej chaty rozśpiewanej, scenografię tworzyły elementy rozmontowanych fortepianów. Zabrakło krakowskich strojów ludowych. Równie mroczna była tonacja przedstawienia. Joanna Godlewska w Najnowszej historii teatru polskiego wspomina, że w Weselu Grzegorzewskiego nikt się nie bawił, a postacie emanowały wzajemną wrogością. Taneczny krąg poruszał się ruchem lunatyków powtarzających monotonnie „Jacy tacy, jacy tacy”. Krytycy zauważali wówczas, że Grzegorzewski opisuje świat, w którym wszystko skazane jest na niepowodzenie, a ludzka pamięć została rozbita na zamknięte, nieprzystające do siebie światy. Jedyny mit wspólny to czekanie na hasło, na znak, na Wernyhorę. Ten pojawiał się Gospodarzowi jako mit wcielony z jednym tylko słowem: „jutro”.

„Te słowa są legendą zapisaną w pamięci wszystkich uczestników, są legendą czekania” — tak pisała o inscenizacji Grzegorzewskiego Elżbieta Morawiec.

„Nie było w tym Weselu chocholego tańca — pisze Joanna Godlewska v Na scenie pozostawali tylko Gospodarz i Czepiec, czekający na powrót Jaśka, weselni goście z miasta schodzili na widownię i zastygali w bezruchu. W ten sposób publiczność znajdowała się nagle wewnątrz zaklętego kręgu, stawała się częścią tej ciężko chorej, spodlałej społeczności, zdolnej jedynie do szermowania frazesami.”

Atmosferę spektaklu współtworzyła muzyka Stanisława Radwana. Warstwę muzyczną tworzyły nie tylko motywy orkiestrowe, ale także dźwięki i szmery zza sceny, sucho wybijane rytmy. Przedstawienie zagrano najlepszymi siłami Starego Teatru. Wystąpili wówczas Anna Polony, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Ewa Lassek, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Bińczycki, Jan Nowicki i wielu innych.

Wesele Grzegorzewskiego było wydarzeniem polskiego teatru lat 70., ale podzieliło widzów. Wielu z przekąsem mówiło — „nie wesele, tylko pogrzeb”. Reżyser uznawał je za „przedstawienie o inteligentach, czy raczej o stawaniu się pewnej świadomości”. Do przełomowej daty 1980 pozostały wówczas jeszcze tyko trzy lata.

Jak dziś interpretować arcydzieło Wyspiańskiego? Czym dziś jest Wesele?
Dowiemy się już w niedzielę.