Igraszki z milczeniem w Warszawie artykuł

Informacje o tekście źródłowym

  • autor
  • miejsce publikacji
  • „Zwierciadło”
  • data publikacji
  • 1997/05/05

Igraszki z milczeniem w Warszawie

Coraz rzadziej zdarza się w teatrze odnaleźć coś, co daje poczucie, że jesteśmy świadkami narodzin niepowtarzalnego zdarzenia artystycznego. Niezależnie od tego, czy temat dotyczy codzienności, czy spraw naprawdę wielkich. Z tym większą przyjemnością pozostaje mi odnotować przedstawienia, które sq rezultatem prawdziwie twórczej myśli.

Ostatnia premiera Teatru Studio Wariacje z poetami to prezentacja dwóch zestawionych w jeden spektakl tekstów: sztuki Petera Handkego Go­dzina, w której nie wiedzieliśmy nic o sobie nawzajem oraz inscenizacji poematu Różewicza Francis Bacon, czyli Diego Velázquez na fotelu denty­stycznym.

Sztuka austriackiego dramatopisa­rza, stanowiąca zarys sytuacji, gdzie nie pada ani jedno słowo, to perspektywa ekscytującej przygody dla reżysera, któremu autor daje impuls do wyzwolenia własnej wyobra­źni i wypełnienia dowol­nie przestrzeni scenicznej.

Zbigniew Brzoza, mający już w dorob­ku wiele ciekawych dokonań teatral­nych, stworzył przedstawienie ze wszech miar intrygujące.

Każda z pojawiających się na sce­nie postaci kryje w sobie jakąś tajemni­cę. Wyobraźnia zderzona z milczeniem buduje piętra najróżniejszych inter­pretacji. Jakiś krzyk, szamotanina wy­wołująca napięcie rozbudzają cieka­wość nie do końca rozpoznanymi emocjami, gdy, być może, ze słów ułożyła­by się zaledwie jakaś banalna historia.

Ten 90-minutowy korowód milczą­cych postaci wchodzących wciąż z no­wym ładunkiem energii nie nuży ani przez chwilę, zwłaszcza że widz w tej kreowanej po omacku rzeczywistości staje się jej współtwórcą, a pomaga mu w tym zgodnie z zamysłem reżysera świetna muzyka Pawła Mykietyna. Trudno wyróżnić kogoś z aktorów two­rzących pod batutą Brzozy zrytmizo­waną harmonijnie całość. To rzadki przykład dyscypliny scenicznej utkanej z odrębnych środków ekspresji.

Sztuka Petera Handke nie wydaje się skojarzona przypadkowo z poematem Różewicza, tak różnym w literackiej ma­terii. Niepokój, który wisi nad placem, gdzie poruszają się bohaterowie Hand­kego, eksploduje w poemacie Różewicza. Stąd dyna­miczna poety­ka drugiej czę­ści spektaklu.

„Większość moich obrazów — mówił w wy­imaginowanym dialogu z Różewiczem zmarły przed paru laty angielski malarz Francis Bacon — została wykonana przez człowieka w stanie nie­pokoju”.

Źródeł tego niepokoju trzeba by szukać w pytaniu, czy sztuka wobec de­waluacji słów i pojęć ma jeszcze jakiś sens. I tak jak Handke podejmuje pró­bę odkrycia sensu w milczeniu, tak Ró­żewicz szuka wspólnoty w szyderstwie. Świat w inscenizacji Grzegorzewskiego pokazany jest jako wielki ring, na któ­rym poeta z kuflem piwa ma już nie­wiele do roboty. Na tle śmiałej pla­stycznie wizji zapada w pamięć szarpa­nina Mariusza Benoit w roli poety Ta­deusza R. i prowokacyjnie wyzywająca Anna Chodakowska w ostro zarysowa­nej roli Kiksy.