Prawda życia i prawda sztuki artykuł

Informacje o tekście źródłowym

  • autor
  • miejsce publikacji
  • „Trybuna Ludu” nr 298
  • data publikacji
  • 1979/12/19

Prawda życia i prawda sztuki

Jerzy Grzegorzewski interesuje się od lat Mewą (tak brzmi prawidłowy przekład tytułu wczesnej sztuki Czechowa, której tytuł rosyjski Czajka myli, gdyż w naszym języku znaczy coś innego). W Teatrze Dramatycznym m. st. Warszawy oparł na motywach z Mewy swoje Warjacje. A teraz przygotował w Starym Teatrze w Krakowie przedstawienie p.t. Dziesięć portretów z czajką w tle według Antoniego Czechowa. Jest ono znacznie bliższe tekstowi Czechowa, niż warszawskie Warjacje, aczkolwiek reżyser i tu obchodzi się z nim dość swobodnie. Zachowana została jednak struktura, postacie i myśl sztuki. Jest nią problem zmarnowanego życia wszystkich jej bohaterów.

Ten motyw powraca w przedstawieniu Grzegorzewskiego w najróżniejszych wariantach. Różne są przyczyny dla których bohaterowie Mewy zniszczyli własne życie i życie drugich. Każda z tych postaci jest inna, bogata i wnikliwa analiza każdej z nich jest siłą tego mądrego, głębokiego przedstawienia, w którym aktorzy mają ogromne pole do popisu.

W krakowskim przedstawieniu prawda sztuki staje się synonimem prawdy życia. Grzegorzewski komponuje poszczególne sceny i sytuacje z wyrafinowaną maesterią i przekonuje nas, że poprzez wielkie przeżycia artystyczne można powiedzieć bardzo wiele prawdy o życiu wcale go nie naśladując.

Dawno nie widziałem przedstawienia o tak jednolitym wyrazie zespołowej gry. Teresa Budzisz-Krzyżanowska jest młodą Arkadiną, kobietą w pełni sił, aktorką, której wierzymy zarówno w jej sukcesy artystyczne, jak i w kłopoty miłosne. Delikatną, liryczną Niną jest Anna Dymna. Roman Stankiewicz wydobywa nieoczekiwane tony tragiczne z niedostrzeganej zwykle roli brata Arkadinej, Sorina. To znakomicie zagrana rola.

Anna Polony jest przygaszoną Pauliną Andrejewną, z której twarzy wyczytać można zarówno jej nieudane życie, jak i nieszczęsną miłość do doktora Dorna. Gra go Jerzy Bińczycki w sposób zaskakujący oryginalnością potraktowania tej postaci. Jest ona znacznie mądrzejsza, bardziej refleksyjna, niż w innych spektaklach Mewy. Narzucają się skojarzenia z doktorem Astrowem z Wujaszka Wani, tak jak w ogóle wyczytać można w tym przedstawieniu zalążki innych sztuk Czechowa. Arkadiną ma przecież tyle cech wspólnych z Raniewską z Wiśniowego sadu, można też znaleźć tu pierwociny innych postaci z późniejszych dramatów autora Trzech sióstr.

Jeszcze jednym pozytywem tego spektaklu jest Elżbieta Karkoszka, niezwykle wyrazista w bezdennie smutnej roli Maszy. Słabszym wydal mi się Jerzy Stuhr w roli Trigorina. Potraktował tę rolę zbyt zewnętrznie, a przecież jest to postać bardzo bogata i skomplikowana. Natomiast ciekawie zagrał nauczyciela Miedwiedienkę, męża Maszy, Marek Litewka.

Młody aktor Mieczysław Grabka, borykał się dzielnie z bardzo trudną rolą Konstantego, syna Arkadinej. Miał dobre momenty, lecz chwilami wydał mi się zbyt histeryczny. Śmierć Konstantego wynika z prawdziwej tragedii, a nie z egzaltacji. Andrzej Buszewicz zagrał soczyście ograniczonego rządcę Szamrajewa, choć może nazbyt to już w jego wykonaniu uproszczona postać.

Krakowskie przedstawienie Czechowa grane jest w zwolnionym tempie, ma specyficzny rytm, bardzo pięknie skomponowane obrazy, wzrusza i skłania do refleksji. Jest to typowy dla Grzegorzewskiego spektakl, czysty i precyzyjny w swej formie i w swym stylu. Będzie miał zapewne swych gorących zwolenników i równie zaciekłych adwersarzy. Można się z nim zgadzać, lub z nim dyskutować. Istotne jest to, że funkcjonuje dziś w naszym teatrze zjawisko o tak poważnym ciężarze gatunkowym.