W całej polskiej naturze przemiana artykuł

Informacje o tekście źródłowym

  • autor
  • miejsce publikacji
  • „Nowe Państwo” nr 8
  • data publikacji
  • 2000/02/25

W całej polskiej naturze przemiana

Przed pięciu laty Krzysztof Nazar, reżyserując w warszawskim Teatrze Powszechnym Wesele, starał się dowieść, że owego anachronicznego i mętnego utworu nie warto już grywać. Na przekór temu, dość rozpowszechnionemu poglądowi, Jerzy Grzegorzewski wystawił obecnie Wesele w Teatrze Narodowym.

Grzegorzewski inscenizował już Wesele dwukrotnie. W przeciwieństwie do większości reżyserów, nie starał się sztuki Wyspiańskiego uwspółcześniać. Nie podporządkowywał realizacji publicystycznej tezie czy interpretacyjnej koncepcji. Nie racjonalizował scen z osobami dramatu, sugerując, że ich pojawienie się jest rezultatem alkoholowego delirium. Nie ukazywał też postaci jako żałosnych i groteskowych figur, ogarniętych niedorzeczną ideą polityczną. Jego łódzkie przedstawienie z roku 1969, rozbijające kompozycję dramatu i monotonne, z weselnikami kręcącymi się osobno w zakończeniu, stało się jednak odbiciem społecznej apatii po wydarzeniach marcowych. Z kolei spektakl krakowski, powstały w 1977, w okresie tworzenia się opozycji, przeniknięty rozpaczą i poczuciem bezsilności, rozegrany w półmroku, w przytłumionym rytmie, był próbą uruchomienia zbiorowej pamięci. Postacie pogrążone w melancholii lub somnambulicznym śnie otaczały widzów w ostatnich scenach, a samotny Jasiek usiłował jakby jednych i drugich zmobilizować do działania.

Warszawskie Wesele Grzegorzewskiego zawiera wiele rozwiązań z jego poprzednich realizacji, ale i różni się od nich znacznie. Spektakl grany jest na nieomal pustej i jasno oświetlonej scenie. Dekoracja, zbudowana głównie z części instrumentów muzycznych, markuje tylko bronowicką chałupę. Z obu stron proscenium płyty fortepianowe tworzą drzwi. W głębi sceny ustawiono konstrukcje z młoteczków, a z boku po prawej – odwrócone tyłem pianina. W tej przestrzeni rozmieszczono meble: malowana skrzynia, stolik przykryty białym obrusem, sofa i fotel. Z prawej strony wisi obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Z tyłu stoi kilka opartych o ścianę słomianych chochołów. Bronowickie realia przetworzono nie tylko w scenografii Grzegorzewskiego, ale też i w kostiumach Barbary Hanickiej i muzyce Stanisława Radwana. Parafrazy ludowych melodii dobiegają zza sceny, a co jakiś czas na drugim planie ukazuje się zwarty krąg podrygujących w ich rytmie taneczników.

Przed laty Grzegorzewski mówił, że wyczuwa w Weselu „ciągłe napięcie”, „siłę natchnienia” i „radość tworzenia”. W warszawskim przedstawieniu wydobył wewnętrzny rytm i muzyczność dramatu Wyspiańskiego. Rozgrywając na ogół sceny inaczej, niż nakazują didaskalia czy tradycja teatralna, zachował prawie cały tekst sztuki (większe skróty zrobił tylko w akcie II i wprowadził kilka drobnych zmian). Wiersz Wyspiańskiego, zazwyczaj przesadnie, z naciskiem na melodykę, deklamowany, a ostatnio często traktowany jako bełkotliwy czy grafomański, zabrzmiał w spektaklu Grzegorzewskiego mocno i dosadnie, zrozumiale i pięknie.

Prawie wszystkich weselników w przedstawieniu — zgodnie z intencją Wyspiańskiego — ukazano ironicznie, choć nie zostali pozbawieni tragicznych rysów. Na plan pierwszy wysuwa się jednak ich oczekiwanie na zmianę, rozbudzenie nadziei, dążenie do urzeczywistnienia marzeń, zarówno zbiorowych, jak i indywidualnych. Na początku spektaklu słyszymy piosenkę Jaśka „Zdobędę se pański dwór”. Wiejskich chłopaków, Jaśka (Arkadiusz Janiczek) i Kaspra (Łukasz Lewandowski), energia wręcz rozpiera. Radość przepełnia nowożeńców, lekkomyślnego i subtelnego Pana Młodego (Wojciech Malajkat) oraz gruboskórną i zaborczą Pannę Młodą (Ewa Konstancja Bułhak). Poeta (Zbigniew Zamachowski) snuje plany, przymierza się do wojaży i podejmuje erotyczne gry. Podekscytowane panienki, Zosia (Aleksandra Justa) i Haneczka (Karolina Dryzner), biegają zdyszane i marzą o miłości. Dystyngowana Maryna (Magdalena Warzecha) dostrzega, że dokonuje się w „całej polskiej naturze przemiana”.

Dynamizm młodych udziela się również starszemu pokoleniu. Czepiec (Jerzy Trela) jest agresywny i nieustępliwy, ciągle wszczyna kłótnie i bójki. Radczyni (Anna Chodakowska) zadaje pytania prowokacyjnym tonem. Gospodarz (Mariusz Benoit), początkowo trochę zgaszony, nie mogący sobie poradzić z wyciągnięciem kiszonych ogórków ze słoja, po rozmowie z Wernyhorą oświadcza: „Od tej pory / żyć zaczniemy — coś wielkiego!”. W końcu wszystkich ogarnia atmosfera oczekiwania na cud. Zwarty tłum — podobny do kręgu taneczników — przesuwa się po scenie, wypatrując i nasłuchując znaków. Gdy wpada Jasiek, weselnicy ukazują się na dalekim planie, w głębi. Nad nimi góruje Chochoł — grany przez kobietę — w słomianej czapce, śpiewający przy akompaniamencie skrzypiec. Weselnicy stoją nieruchomo, ale wolno zapadają się. Zanim znikną całkowicie pod sceną, dołącza do nich Jasiek. Końcowy obraz jest raczej przestrogą, by nie zmarnować zbiorowej energii, niż oskarżeniem. Nie ma zresztą sugestywności oryginalnego chocholego tańca ani też siły wyrazu epilogu krakowskiej inscenizacji Grzegorzewskiego.

Warszawskie Wesele nie dorównuje krakowskiemu sprzed dwudziestu trzech lat. Grzegorzewski chyba jednak słusznie rezygnował z odtwarzania tamtej inscenizacji w całkowicie odmiennej sytuacji politycznej i społecznej. Nowa realizacja zdaje się odzwierciedlać dzisiejsze nadzieje, frustracje czy obawy. Niektóre rozwiązania w niej zastosowane budzą zastrzeżenia. Raczej niepotrzebnie ukazano Rachel jako dziewczynę ułomną, lekko kulejącą i z tego powodu szukającą kompensacji w kręgu poezji czy imaginacji. Dość, że w interpretacji Doroty Segdy postać ta nie jest zbyt przekonywająca. Popisy gry na skrzypcach dawane przez Chochoła zdecydowanie zakłócają jego dialog z Isią i zakończenie. Kilka scen z osobami dramatu, zwłaszcza ze Stańczykiem i Rycerzem Czarnym, jest pozbawionych dramatyzmu. Wreszcie za młody jest odtwórca Ojca, bo nie powinien się różnić wiekiem od Dziada. Pomimo tych słabości Wesele w Teatrze Narodowym jest przedstawieniem wysokiej klasy, znakomicie granym przez nieomal cały zespół aktorski, na miarę wcześniejszej Nocy listopadowej i Sędziów.