Zagubiony na scenie artykuł

Informacje o tekście źródłowym

  • autor
  • miejsce publikacji
  • „Życie Warszawy” nr 236
  • data publikacji
  • 1999/10/08

Zagubiony na scenie

25 lat temu Jerzy Grzegorzewski próbował zmierzyć się z fenomenem literatury Joyce’a w teatrze Ateneum. A teraz podjął poważną próbę — w Teatrze Narodowym. O tym, czy i jak różnią się te przedstawienia piszemy w dwugłosie Zagubiony na scenie i (poniżej) Zostały tylko pantografy.

Truizmem jest stwierdzenie, że teatr Jerzego Grzegorzewskiego jest teatrem elitarym. Jednak premiera Nowego Bloomusalem przygotowanego w Teatrze Narodowym nawet dla zagorzałych wielbicieli poetyki Grzegorzewskiego może stanowić twardy orzech do zgryzienia.

Jest wiele przyczyn, dla których spektakl Nowe Bloomusalem jest nieczytelny. Pierwszą przeszkodę stanowi materiał wyjściowy — specyfika prozy Jamesa Joyce’a. Fakt, iż w spektaklach Grzegorzewskiego akcja schodzi na plan dalszy, ustępując „wariacjom na temat” sprawia, że jest to teatr trudny, wymagający zarówno znajomości źródłowego tekstu, jak samej natury teatru.

Przenosząc dzieło Joyce’a na scenę, Grzegorzewski zinterpretował coś, co samo w sobie stanowiło wyrafinowaną interpretację, sparafrazował parafrazę. W efekcie powstał spektakl, którego sens rozpuszcza się w niespójnych, bełkotliwych monologach. Trudno się dziwić — obszerne fragmenty powieści Joyce’a pisane są tzw. strumieniem świadomości — długaśnym monologiem, bywa, że pozbawionym zupełnie znaków przestankowych. Tekst taki wypowiadany ze sceny jest udręką — zarówno dla słuchaczy, jak i chyba aktorów.

Odnosi się wrażenie, że przede wszystkim oni nie rozumieją tego co mówią, a co za tym idzie — także kreowanych postaci. Z całej obsady jedynie Mariuszowi Benoit (Leopold Bloom) i Dorocie Segdzie (Zoe) udało się stworzyć wyraziste sylwetki.

Czyżby więc Grzegorzewski za idealną grupę odbiorczą uznał elity akademickie. Przeciętny widz, nawet ten, który czytał Ulissesa, w wykreowanej przez Grzegorzewskiego dżungli znaków raczej się nie odnajdzie. Tym bardziej że drogowskazów nie ma tutaj żadnych, a nawet jeśli są, to skrzętnie ukryte. Nowe Bloomusalem — druga próba zmierzenia się z tekstem Joyce’a (po Bloomusalem przygotowanym przez Grzegorzewskiego w 1974 r. w teatrze Ateneum) jest upadkiem z bardzo wysokiego konia. Karkołomna próba przeniesienia prozy Joyce’a na scenę, jakkolwiek zakończyła się fiaskiem, jest przedsięwzięciem godnym uwagi. Grzegorzewski kontynuuje poszukiwania rozpoczęte przeszło dwadzieścia lat temu i są one twórcze, nawet jeżeli efekt finalny nie spełnia pokładanych nadziei.