Nie było pożaru artykuł

Informacje o tekście źródłowym

Nie było pożaru

Przekładanie terminu premiery w Teatrze Narodowym stało się już nagminne i nie powinno nikogo dziwić a tym bardziej – bulwersować. To raczej wystawienie spektaklu w terminie może przyprawić o szok. Dlaczego zatem odwołanie najnowszej premiery „Giacomo Joyce”, według poematu Jamesa Joyce’a w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego, tak bardzo nas bulwersuje? A no dlatego, że tym razem Teatr Narodowy przeszedł samego siebie i odwołał spektakl w dniu premiery.

Owszem, zdarzają się przyczyny, dla których trzeba odwołać przedstawienie, jak na przykład nagła choroba aktora (choć w środowisku teatralnym zwykło się mówić, że tylko śmierć artysty może usprawiedliwić jego nieobecność na scenie, ewentualnie – pożar teatru). W dniu premiery wykonawcy tryskali zdrowiem, reżyser także, przedstawienie było ukończone, goście zaproszeni, a i teatr nie spalił się przecież (choć powinien – ze wstydu). Co więc się stało?

Po prostu: w dniu premiery okazało się, że na wystawienie poematu Jamesa Joyce’a teatr nie ma zgody właściciela praw autorskich, którym jest wnuk pisarza, mieszkający w Anglii. A zatem, nie na jakiejś odludnej planecie, do której nie ma żadnego dostępu, nawet poprzez internet. To po pierwsze. A po drugie: nie można w tym wypadku zasłaniać się brakiem czasu, albowiem o tej premierze, to znaczy o wystawieniu tego poematu, teatr wiedział już co najmniej dwa i pół roku temu.

Rzecz od samego początku zaplanowana była jako druga część spektaklu „Nowe Bloomusalem” opartego na piętnastym epizodzie „Ulissesa” Joyce’a. Zarówno pierwsza część, czyli „Nowe Bloomusalem”, jak i część druga, tzn. „Giacomo Joyce”, mają wspólny nadtytuł „JJJ(G)”, co można rozszyfrować jako: James Joyce Jerzy (Grzegorzewski). Premiery obydwu części przedstawienia zaplanowane były na czerwiec 1999 r., co podano w styczniu 1999 r. w wydanym przez teatr (świetnie przemyślanym i zredagowanym) dwumiesięcznym repertuarze, obejmującym prócz bieżących także zapowiedzi nowych przedstawień. W rezultacie premiera „Nowego Bloomusalem” odbyła się nie w czerwcu a w październiku 1999 r. i opatrzona została nadtytułem „JJJ(G)” z dopiskiem: część pierwsza, co pozwalało przypuszczać, że lada moment gotowa będzie też część druga, czyli „Giacomo Joyce”. Wprawdzie ów „lada moment” nieco się wydłużył, niemal do dwóch lat, ale spektakl został zrealizowany.

Zatem, trudno tu mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu czy braku czasu na załatwienie tak niezbędnej sprawy jak uzyskanie zgody na prawo autorskie do „Giacomo Joyce”. No i chyba na tzw. braki kadrowe teatr też nie może narzekać, zatrudnia wszak cały sztab ludzi, którzy mogliby tym się zająć. Pytanie tylko, kto personalnie? Ale to już nie moja sprawa.

A przy okazji chciałabym wiedzieć czy i kiedy odbędą się premiery innych, zapowiadanych już od dawna (a ostatnio owianych jakąś dziwną tajemnicą) przedstawień: „Szewcy” wg Witkacego w reżyserii Jerzego Jarockiego oraz „Punkt przecięcia” wg Claudela. Jak niesie wieść gminna, w przypadku „Szewców” największym problemem jest ustalenie takiego terminu pracy nad spektaklem, który byłby dogodny (czytaj: nie kolidował z innymi zajęciami) zarówno dla aktorów (bądź co bądź zatrudnionych przecież w Teatrze Narodowym), jak i reżysera.